MOMENTY

Wracam do domu, targając siaty z mrożonkami: brokuły, kalafior, fasolka szparagowa, brukselka, szpinak, no po prostu wszystko, co zobaczyły me oczy w dniu wypłaty. Wpadłam w te biedronkowe lodówki, jak Jehowy na klatkę schodową. Toczę się z tym tobołem w stronę domu, kiedy nagle dobiegł mnie odgłos skomlejącego psa. Zboczyłam więc z trasy, żeby zobaczyć, co się dzieje. Patrzę, a tam za winklem jakiś typ kopie to biedne zwierzę. Już dawno mi tak ciśnienie nie podskoczyło, nawet wtedy, kiedy zamawiałam kebaba z serem, a dostałam bez. Niewiele myśląc, rzuciłam się w kierunku tego, delikatnie mówiąc, chuja i przyładowałam mu torbą mrożonek przez pusty łeb. Aż mi kalafiorki wypadły z torebeczki, tak żem mu pierdolnęła tą siatką. Jak się okazało, delikwent również nie tracił czasu na myślenie i szybko się zrewanżował. Ale hola hola, nie ze mną te numery, bo jak ktoś ma futrzasty kaptur przysłaniający cały świat i szalik o podobnej objętości, to oprócz oczywistego zastosowania, spełniają one również funkcję amortyzacyjną. Koniec końców bezmózgie yeti zabrało nogi za pas i tyle go widziałam. Spłoszony piesio niestety też uciekł, a już chciałam dzwonić do M., że mamy nowego współlokatora.
Generalnie moje pytanie jest następujące:
Co do chuja jest z tymi ludźmi?!

* * *

Zdarzają się w życiu takie momenty, które są w stanie zrekompensować pobudkę przed wschodem słońca, deszczowy poranek, a nawet sam fakt, że jedziesz do pracy na drugi koniec miasta. Takie chwile sprawiają, że wszystko, co wydawało Ci się do tej pory konwencjonalne, sztampowe, nagle zaczyna wykraczać poza wszelkie schematy.
Podążam sobie dziś do pracy, autobus zaczyna hamować, więc zmierzam do wyjścia. Patrzę, a pani przede mną napierdala palcem wskazującym w nalepkę przyklejoną do szyby, na której widnieje napis: Otwórz drzwi przyciskiem. Myślę sobie łatafak?! Poranki zdecydowanie nie są moja mocną stroną, jeśli chodzi o myślenie, ale jak ktoś odgrywa scenę z „Raportu mniejszości”, gdzie Tom Cruz macha w powietrzu rękami, jak Seba na sobotnim balecie w Explosion, to umówmy się, umiem zauważyć, że coś jest nie tak. Mało tego, ta pani jeszcze krzyczy na cały autobus:
– Cholerne drzwi! Niech ktoś je otworzy!
No co miałam zrobić? Nacisnęłam ten prawdziwy przycisk otwierania drzwi, zaniosłam się śmiechem, a szarość poranka nabrała barw.

 

Korepetycje z angielskiego. Zostało 15 minut do końca lekcji, więc gramy z moim uczniem w taką grę planszowa, gdzie odpowiada się na pytania, ilość wyrzuconych oczek = odpowiedni dział z książki. In inglisz ofkors. Pięć oczek = śpiewanie piosenki. Oczywiście ja wyrzuciłam 5, więc zaczynam:
„And aaaaaaaaaaaaaaaajjjjjj will always love youuuuuuuuuuuuuu!!!!!!”, na co przerażony szóstoklasista: „Błagam, już dość! Zabiła mi pani słuch!”
Przecież dopiero się rozkręcałam…

#szkodażenakaraokemnieniesłyszał
#powinieidziemicałkiemnieźle
#mogęudowodnić
#piąteczek

* * *

Mój mąż mnie rozpieszcza. Na zeszłoroczne walentynki dostałam odkurzacz (nie byle jaki-ZELMER!), więc mogę śmigać od rana do wieczora, sprzątając po domówkach.
Z okazji Dnia Kobiet, sprezentował mi roczny abonament na pakiet kanałów telewizyjnych w Vectrze! Dzięki czemu namiętnie oglądamy: Discovery Turbo Extra, TVN Turbo, Polsat Sport, Polsat Sport News, a jak jeszcze mi mało to: Sport Klub, nSport+, Orange Sport, TVP Sport!
Już się, kurwa, nie mogę doczekać tej niespodzianki z okazji tegorocznych walentynek.

* * *

Ja rozpaczam, a Jego to bawi.


#niemasprawiedliwościnatymświecie
#wsparciewmężu

* * *

 

Czy są tu jakieś niewiasty szukające miłości? Jeśli tak, to…

ODDAM PRZYJACIELA W DOBRE RĘCE!

Nie to, że jest nietrafionym prezentem pod choinkę i chcę go teraz tak po prostu porzucić, ale…
Całe dni buszuje mi w lodówce, wyżerając zapasy żółtego sera, a przecież każde 5kg kiedyś się kończy. Jednak nie to jest najgorsze. Miarka się przebrała, jak ostatnio powiedział mi, że Tom Hardy, którego mam w znajomych na fejsie, to konto fejkowe. Rozumiecie?! To ja już papiery rozwodowe szykowałam, życie na nowo chciałam sobie układać,a On mi z taką wiadomością wyskakuje. Ale dość już narzekania, czas na zalety.
Nie przepada za alkoholem, co niesie za sobą masę pozytywów, bo zawsze śpieszy na ratunek, kiedy jestem w potrzebie:
– Przyjadę po ciebie, ale musisz mi powiedzieć, gdzie jesteś!
– No w barze.
– Ale gdzie konkretnie?
– No w Centrum, a gdzie mam być?
– W jakim kurwa barze?!
– No takim nie za dużym i jest sporo ludzi i tak śmiesznie wirują…
– Jesteś pijana.
– Po czym wnosisz?
– Nieważne. Wyruszam, ale trochę to potrwa, zanim przeszukam wszystkie puby w Centrum. I nie ruszaj się, siedź w miejscu!

Reasumując, zawsze można na niego liczyć. Ma własną firmę, iPhona 7 i jeździ Mercedesem. Służbowo podróżuje autem dostawczym, kiedyś zabrał mnie na wycieczkę po Francji, wrażenia niezapomniane, GTA San Andreas może się schować. No i jakbyś kiedyś potrzebowała pomocy przy przeprowadzce, to z łatwością zmieścisz wszystkie pudełka z bucikami za jednym zamachem. Przystojny, wysoki, inteligentny, a i ostatnio był na wakacjach w Dubaju, to teraz takie na czasie, więc pomyślałam, że wspomnę. Niech zgadnę, pewnie zadajesz sobie pytanie: Jakim cudem ten facet jest jeszcze wolny? Odpowiedź jest prosta, bywa ciut wymagający. Ale nie ma co się zniechęcać, trzeba w siebie uwierzyć! Jeżeli poczujesz, że to jednak nie to, czego szukałaś, zawsze możesz powiedzieć: Apple jest do dupy, sam Cię zostawi. Jeśli choć trochę przypominasz Margot Robbie, będzie to dodatkowym atutem.
Uprzejmie informujemy, że skontaktujemy się tylko z wybranymi kandydatkami.

* * *

Korepetycje z matematyki. Chłopczyk lat 11:
– Byłem ostatnio w kinie na „Trollach”, oglądała pani?
– Jasne! One mają takie fajne czuprynki, lubią tańczyć i śpiewać, a najbardziej…
– Eee… – Widzę przerażenie w ochach chłopaka.
– A najbardziej uwielbiają się przytulać! I mają takie superaśne opaski na rękach, co migają, jak…
– Teraz to ja się pani na prawdę przestraszyłem…

* * *

Z serii: Just brother-sister things.

Niby mamy po te dwadzieścia parę lat i konto w banku, co jest przecież wyznacznikiem dorosłości, a ja to nawet męża się dorobiłam, jednak pewne rzeczy nigdy się nie zmienią. Na przykład licytowanie się o to, kto wyjdzie z psem na spacer. Wygrywa ten, który ma mniej hajsu: dam ci piątkę, jak z nią wyjdziesz. Albo: jak posprzątasz łazienkę, dostaniesz 3zł. A ja ze te trzy złote to mogłam sobie życie na nowo ułożyć.

 

 

* * *

Wieczorny seans. Oglądamy Interstellar. Bohaterowie przemieszczają się z jednej planety na drugą, szukając nowego domu dla ludzkości.
– Wiesz, jedna rzecz nie daje mi tu spokoju.
– Czego znowu nie rozumiesz? Nic nie będę ci tłumaczył, oglądaj uważnie.
– Kiedy oni jedzą?
– Serio? To jedyna rzecz, na jaką zwróciłaś uwagę podczas oglądania tego filmu?
– No bo…
– Ziemia kręci się wokół Słońca, a twoje życie kręci się wyłącznie wokół żarcia.

Pytanie na śniadanie: Jak nie zdradzać? Jak uniknąć zdrady?

Rozbawili mnie. Jeśli masz wrażenie, że zdrada czyha na Ciebie na każdym kroku, w ogóle Twoje życie jest jedną wielką ucieczką przed skokiem w bok, to weź człowieku coś z tym zrób. W końcu ileż można stawiać czoła przeciwnościom losu? Nie pozwól robić z siebie męczennika. Najwyższy czas zacząć czerpać jakieś przyjemności z życia. Wyjście z sytuacji? No nie wiem… Może po prostu nie powinieneś być w związku?

#pytanienaśniadanie
#cotatelewizja ?
#problemypierwszegoświata

* * *

Przez kilka ostatnich dni byłam chora. Przeziębienie w moim przypadku objawia się powolnym, bolesnym umieraniem. Podczas gdy ja zabierałam się do spisywania testamentu (w końcu jestem szczęśliwym posiadaczem wyciskarki do owoców, żelazka i patelni), M. zastanawiał się, z której strony by tu podejść, żeby móc spełnić swój małżeński obowiązek. Wiedział jednak, że dopóki jestem w agonii, jego szanse są zerowe. Podobno katar od śmierci dzieli już tylko jeden krok. Wczoraj stał się cud. Wyzdrowiałam. Ciesząc się, że dostałam od losu drugą szansę, zabrałam się do sprzątania, bo moja podłoga przez 3 dni nie widziała odkurzacza, już myślałam, że remont będzie trzeba robić. Pierwszy raz od 3 dni założyłam coś, co nie było piżamą, umyłam włosy, a nawet nałożyłam delikatny make-up. Zatem nic dziwnego, że kiedy M. wrócił z pracy, wystarczyło jedno spojrzenie, żeby mi zakomunikować: Dziś jest ten dzień, na który tak długo czekałem. Mówię mu, że hola hola, najpierw trzeba dokończyć porządki. No więc ja ścieram kurze, a ten sobie pompki robi. Bez koszulki. Bezczelny. Myślę sobie, że kurze mogą jednak poczekać, a M. mówi, że idzie prysznic wziąć. Wychodzi po chwili z łazienki, zdecydowanym krokiem nadciąga w moją stronę, nasze spojrzenia się spotykają i właśnie wtedy przed moimi oczami stanął wielki, apetyczny… kawałek pizzy, który leży w lodówce. I weź teraz człowieku się zdecyduj i spróbuj obrać właściwy kierunek, kiedy jesteś na rozstaju dróg.
#tenobrazzawszenawiedzamniewzłymmomencie
#złodobremzwyciężaj

* * *

Święta

– Jak po Wigilii pracowniczej?
– Na wypasie! Fajny hotel z basenem, dużo żarcia i alkoholu.
– Elegancko!
– Tak, tylko… Strasznie szybkie tempo picia narzuciliśmy…
– Co tym razem?
– Zaczęliśmy świętować już w autokarze. Kiedy zasiedliśmy przy stole, wziąłem śledzie i wrzuciłem je do basenu, krzycząc: „Rybka lubi pływać! Jestem z Greenpeace!”

Wyszłam dziś z psem na spacer. Koka zachowywała się, jakby pierwszy raz w życiu zobaczyła śnieg – zrobiła się taka jakaś nadpobudliwa i strasznie ciągnęła za smycz. Tak więc zapierniczam oblodzoną ścieżką, próbując utrzymać równowagę w moich emoszkach, już prawie dochodzę do ulicy, i nagle jeb, niespodziewanie odbyłam bliski stosunek z ptakiem. Mówiąc prościej, wyjebałam orła. Co na to Koka? Rzuciła się na mnie, bo myślała, że to taka zabawa. Ja próbuję wstać, pies po mnie skacze, ludzie się śmieją.
Super poranek.

#nienawidzęzimy

* * *

 

Żebyście mogli zrozumieć sytuację, którą Wam zaraz przytoczę, musicie wiedzieć dwie rzeczy.
1. Mam przyjaciela o ksywce Ćpunek. Nie pamiętam dokładnie etymologii tego pseudonimu, wołamy tak na niego od czasów liceum. I wbrew, wydawałoby się oczywistemu skojarzeniu, mój przyjaciel jest jego zupełnym przeciwieństwem.
2. Mój pies wabi się Koka.

Nie tak dawno temu moich rodziców odwiedzili przyjaciele rodziny z dwójką dzieci. Oczywiście nie mogłam przegapić takiej imprezy, więc także przybyłam na spotkanie. Po jakimś czasie dowiaduję się, że ich szescioletnia córka miała opowiedzieć w szkole, jak spędziła weekend, a że jest bardzo bezpośrednią dziewczynką, odpowiedziała nauczycielce:

„W weekend byłam u cioci i wujka. Trochę się nudziłam, ale później przyszedł Ćpunek z Koką i impreza się rozkręciła!”

#tonietakjakpanimyśli
#serio

* * *

Napisy końcowe „Step up: All in”.
Film, w którym dramat głównej bohaterki polega na tym, że jej partner próbował wykonać NIEBEZPIECZNĄ! figurę. Takie tam problemy pierwszego świata.
– M.! Zapiszmy się na kurs tańca!
– Ty nie możesz oglądać telewizji. Przypominam ci, że po obejrzeniu „Podziemnego kręgu” przechodziłaś kilkudniowy kryzys egzystencjalny, dziś chcesz już tańczyć, po „Ojcu Mateuszu” wybierasz się na weekend do Sandomierza, żeby rozwiązywać kryminalne zagadki, a ten nieszczęsny „Harry Potter” w ogóle zlasował ci mózg – traktujesz telefon jak różdżkę. Po „Pitbullu” marzyłaś, żebym został policjantem, a kiedy obejrzeliśmy „Legend” chciałaś mieć faceta gangstera. Przez „Voice od Poland” odpierdalasz karaoke co wieczór, a odkąd jesteś na bieżąco z „Belfrem”, zaczełaś udzielać korepetycji. Mam dalej wymnieniać?
– Ale… ale…
– Nie mogłabyś obejrzeć jakiegoś erotycznego filmu? Albo chociaż MasterChefa?

– Jak tam po Marszu Niepodległości?
– Dobrze.
– Spokojnie? Bo ja słyszałem, że były ostre prowokacje ze strony poluźnionej kostki brukowej.

#11listopada

* * *

Leżymy z M. na kanapie. Minęła godzina odkąd zjedliśmy obiad. Idę do lodówki i wracam z kostką żółtego sera.
– Przecież przed chwilą jedliśmy obiad.
– No i co z tego. Ja zjadłam dwa kotlety a ty cztery. A poza tym jak bedziesz wypominał mi, co jem i ile jem, to ciebie też zjem.

#iniktciniepomoże
#żółtyprotest
#mójsermojasprawa

* * *

Późny wieczór. M. poszedł wziąć prysznic, więc stwierdziłam, że to idealna okazja do zrobienia jakiegoś żarciku. Zostawiłam włączony telewizor i zapalone światło w salonie, zakradłam się do ciemnej sypialni i położyłam się na podłodze w połowie pod łóżkiem (w połowie, bo cała się nie zmieściłam). Plan był taki: ja czekam sobie po cichutku w sypialni, wycierając bebzolem kurz spod łóżka, M. wychodzi z łazienki, dostrzegając moją nieobecność, więc wbiega zestresowany do sypialni, zapala światło, ja wyskakuje spod łóżka i wystraszam go na śmierć, krzycząc ,,Aaaaaaa!!!!!”. M. wziął mnie jednak z zaskoczenia. Sytuacja wyglądała następująco:
M. otwiera drzwi, ja zaczynam się chichrać w rękaw, dopada mnie atak śmiechu, więc nie mogę wstać z podłogi, M. nie ma pojęcia, co tu się odpierdala, bo umówmy się, nie jest przyzwyczajony do widoku swojej żony leżącej plackiem na podłodze w ciemnym pokoju, ja krztuszę się ze śmiechu i wyglądam, jakbym miała atak padaczki, przerażony M. próbuje podnieść mnie z podłogi, myśląc, że coś mi się stało, ja próbuję Go uspokoić, jednak zapowietrzona od śmiechu nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa.

Dzieci

– Co ja zrobię, jeśli on ode mnie odejdzie? Boję się zostać sama z dzieckiem.
– Też bym się bała. Dzieci są straszne.

* * *

Siedzimy sobie w trójkę i polemizujemy na temat życia, popijając ten dziwny napój, który w smaku przypomina tanie wino, jednak procentowo mógłby mieć więcej wspólnego z piwem light. Co to w ogóle za połączenie? Abstrahując od sensu spożywania cydru, jednogłośnie stwierdziliśmy, że wybuch III wojny światowej jest tylko kwestią czasu. Rzuciłam luźno kilka propozycji, gdzie moglibyśmy zamieszkać, żeby jakoś ujść z życiem. Okazało się, że Australia odpada, bo za dużo formalności, a nawet jak mi się uda to i tak w końcu deportują mnie do Polski, tu nie dobrze, tam też niebezpiecznie, a w Kanadzie za zimno. Tracąc wszelkie nadzieje, mówię, że w takim razie zabieram swoje tipi i wyjeżdżam do Etiopii. No i się zaczęło:
– Gdzie?! To ja już, kurwa, wolę zostać wysadzony w powietrze, niż mieszkać w lepiankach z gówna i zapierdalać po wodę 10 km, nie mając żadnej pewności, że nie wpierdoli mnie tygrys. Albo, że nie będzie mnie gonił żaden lew spierdalający przed wielkim Murzynem z kością w nosie. Tam nawet małpy nie schodzą z drzew, bo boją się, że Afrykańczycy zrobią z nich obiad!

Korzystając z dnia wolnego od pracy, wybrałam się na zakupy do nowo otwartego sklepu, który mieści się po drugiej stronie ulicy. Jako że mam rzut beretem, nawet się nie uczesałam, zarzuciłam zwiewną kieckę, wskoczyłam w baleriny, zabrałam torbę i dumnie zmierzyłam w stronę Simply, napawając się jednym z ostatnich dni lata. I tutaj, gdzieś pomiędzy lodówkami z nabiałem a wędlinami, poczułam dziwny dyskomfort… Właśnie w tej chwili uzmysłowiłam sobie, że zapomniałam założyć bielizny. I wcale nie chodzi mi o biustonosz…

I września

To uczucie, gdy czekasz na autobus do pracy, zupełnie przypadkowo ubrana w czarną spódnicę i białą bluzkę, a starsza pani entuzjastycznie do ciebie zagaduje:
– To co, maturka w tym roku?
– Eeeee, yyyy. Maturę zdałam jakieś 7 lat temu.
– Ach ta młodzież, nawet po wakacjach żarty was się trzymają. Wszystkiego dobrego!
I wsiadła do autobusu.

Kawalerski

– Chyba zwariowałaś, jeśli myślisz, że zrobisz dziś u nas imprezę!
– A niby dlaczego nie?
– Bo jutro rano wyjeżdżam i muszę być wyspany!
– Przecież jedziesz na swój wieczór kawalerski.
– I dlatego muszę być wypoczęty, bo od 7 będę pił wódkę!

Końcówka imprezy, wszyscy rozchodzą się do domów. Andrzej postanowił zaryzykować i skorzystać z ostatniej szansy. Podbija do dziewczyny i mówi:
– Mam do ciebie bardzo ważne pytanie.
– No mów.
– Ile czasu piecze się schab?

Podczas wczorajszego wieczoru konsumowałam półwytrawny napój winogronowy w towarzystwie K., kontemplując nad sensem życia i wartościami odżywczymi makaronu. Postanowiłyśmy sprawdzić co tam u chłopaków, którzy oglądali mecz w pokoju obok. Wchodzę do salonu w 100% przekonana o wygranej Walii (nie wiedzieć skąd mi się to wzięło), a w telewizji słyszę: ,,Portugalia jest w finale!” Więc zaskoczona tą informacją pytam chłopaków:

– Dlaczego Portugalia jest w finale, skoro przegrała?

I wtedy się zaczęło.

X: Bo w półfinale głosują widzowie.
Y: Taa… Popatrz jaki głupi Ronaldo, cieszy się, bo myśli, że te bramki gwarantują wygraną.
Z: A to jeszcze nic nie wiadomo, dopiero odbywa się głosowanie.
X: Trzeba wysłać sms-a za 2,46 z VAT.
Y: Która drużyna uzyska więcej głosów, wygrywa.
Z: Albo nie, to sędziowie głosują.
X: No! Musi być trzy razy na TAK, żeby przeszli dalej.

#niedalimiszans
#nawyjaśnienia
#toprzezpółwytrawnynapój

* * *

Z wizytą u Aleksandry.

– Ja to się boję tego kota. Jest wielki! I panoszy się tu jakby był u siebie. Lenka też się go boi. Był czas, że budziła się w nocy i krzyczała, że widziała Pana, co wszedł do pokoju.
– Ten kot tak ma na imię?
– Nie, właściciel tego domu. Już nie żyje.
– Aha.
– No i pojawia się tu czasem, ale ostatnio nie było go widać.
– Czy my wciąż rozmawiamy o kocie?
– Nie, o duchu. Ale nie martw się, już tu nie przyjdzie. Mam sól egzorcystyczną.
– Co kurwa masz?
– Sól egzorsystyczną. Nie słyszałaś nigdy o tym?

M. zabrał mnie na romantyczną randkę do kameralnej knajpy. Od początku coś mi nie grało.

– Kochanie, czemu nic nie mówisz? – pytam zmieszana.
– Nie smakuje ci jedzenie? – odpowiada jakiś taki nieobecny.
– To najlepszy żurek, jaki kiedykolwiek jadłam! Tylko czemu jesteś taki dziwny?
– Naprawdę musimy o tym rozmawiać podczas finału Ligi Mistrzów?! Zamówić ci coś jeszcze?
– …

* * *

 Boże Ciało

– Kochanie, dlaczego nie złożyles mi jeszcze życzeń?
– Z okazji Dnia Matki?! Zostanę ojcem?!
– Nie, z okazji Boskiego Ciała.

* * *

Piątek w pracy.

– Dziewczyny przepraszam za spóźnienie, ale miałam zwariowany poranek.
– Co się stało? Opowiadaj!
– A dajcie spokój… Musiałam zawieźć ośmioletniego siostrzeńca do szpitala na płukanie żołądka.
– Wszystko z nim w porządku?
– Teraz już tak. Dzwonię do niego rano, nie odbiera. Dobijam się do drzwi, zero odzewu. Przyjechała policja, wyważyli drzwi, wpadamy na chatę, a on leży nieprzytomny na kanapie, a obok otwarta wódka i kubeczek. Gówniarz walnął sobie setkę! Ośmioletnie dziecko, rozumiesz ?!
– Co się dziwisz, dzieciak poczuł piątek.

* * *

Zamykam za sobą drzwi wejściowe. M. leży na kanapie, wygląda na bardzo zmęczonego. Rzucam torebkę na podłogę i jednym susem doskakuję do niego, całując na przywitanie.

– Jak dobrze, że już jesteś kochanie! Muszę ci opowiedzieć o mojej wizji balkonu!
– Jakiej wizji?
– Trzeba przecież wyprawić balkon na lato!
– Acha…
– No więc tutaj chcę takie dwa parawaniki, tutaj taką osłonkę z ciemno-brązowego drewna, po bokach dwie mini sofy, na których położę dużo ozdobnych poduszek… [M. coraz szerzej otwiera oczy] i tutaj postawię taką kolorową konewkę i wszędzie dużo kwiatów w doniczkach!
– To chyba będzie dużo kosztować?
– Tak, dlatego ty zrobisz mi takie mebelki z drewna, na których…
– Jakie znowu mebelki, przecież…
– A i tu z boku będzie stał taki duży lampion ze świeczkami, wieczorami będzie tak bajecznie!
– Co do kwiatków, raczej żadne tu długo nie pożyją, bo za długo słońce świeci z tej strony bloku.
– Dlatego będziemy mieć kaktusy!
– Acha…
– No, bo jakie inne kwiaty lubią dużo słońca?
– Palmy. [M. robi zrezygnowaną minę.]
– No to jutro jedziesz kupić palmę. Ty to masz jednak fajne pomysły kochanie!

Dzwonię do M.

– Halo?
– Cześć kochanie. Mam dla ciebie świetną wiadomość!
– No to już się boję.
– Znalazłam dla ciebie dorywczą pracę.
– Jaką?!
– Będziesz ochroniarzem w klubie. Nie puszczę cię tam samego oczywiście, więc Ty będziesz pracować, a ja będę imprezować.
– Świetny kurwa pomysł.
– Przecież przydadzą nam się dodatkowe pieniążki przed weselem. To jest idealny pomysł!

Rozmowa z M.

-Wiesz kochanie, dobrze wyglądasz w tej koszulce Supermana. Musisz ćwiczyć, żebyś miał taką rzeźbę na naszym weselu. Wiem, wiem… Zaraz mi odpowiesz, że muszę schudnąć do ślubu. Uważasz, że jestem gruba tak?! No powiedz to!
-aaa..Eee… Ja nic nie zdazyłem nawet powiedzieć…
-Uważasz, że powinnam schudnąć tak?!
-Nie! Nic nie zdążyłem powiedzieć!
-Nie odzywaj się do mnie! I spisz na kanapie!

* * *

Kilku korposzczurków stoi przed budynkiem banku X, paląc papierosa.

-Smacznego! – z przekąsem rzucił w ich stronę kolega, niosąc swój lunch.

I powiedział to facet, który kupił sobie zestaw sushi z Biedronki.

* * *

Zasłyszane w pracy

-Jakoś inaczej dziś wyglądasz…
-W końcu umyłam włosy.
-Nie. Uśmiechnęłaś się.

* * *

Z serii: Wieczór KSW

Tak to jest oglądać KSW z babami. Jedna siedzi w telefonie, druga mówi, że jak leżą w parterze to już nudne jest, a jak w końcu zacznie się się walka to idzie zapalić i mówi:

-Mam nadzieję, że wygra ten przystojniejszy.