Such is life

summer story

Rozdział III

”My girls want to party all the time”

3

Kolejny dzień gorącego lata. Smażymy się na basenie z Gosią i Olą. Dziś słońce już przesadziło i wiem, że za pięć miesięcy będę żałować tego co zaraz powiem, ale to jest nie do wytrzymania.

– Mam już dosyć tego upału. – Mówię do dziewczyn.

– Ja też. Idę do wody, nie będzie mnie przez najbliższą godzinę. – Oznajmiła Gosia.

– Zaraz do ciebie dołączymy. – Odpowiada Ola, rozpalając papierosa.

Gdzieś z torebki dobiega dźwięk dzwonka mojego telefonu. Znajduję komórkę, dzwoni Adrian, mój kuzyn.

– Siema siostra! Będę wieczorem na wsi! Cieszysz się? – Wita mnie uradowanym głosem.

– Cześć braciszku! No w końcu się ciebie doczekałam! Zadzwoń jak będziesz, wieczorem idziemy do ciebie na grilla, organizujesz prawda? – Odpowiadam ucieszona.

– Przecież nie przyjeżdżam na weekend po to, żeby czytać książkę pod drzewem, jasne, że będzie melanż. I co najważniejsze, pokażę ci moją nową furę!

– Znowu zmieniłeś samochód? – Pytam w ogóle niezaskoczona.

– Jak cię przewiozę to majtki zgubisz. Narka!

– Nie wątpię… No hej. – żegnam się rozbawiona i rozłączam.

Adrian jest dość wysokim, przystojnym szatynem. Dla niego impreza nigdy się nie kończy i doskonale umie to wszystko pogodzić z pracą. W jego towarzystwie, uśmiech nie znika mi z twarzy, nawet jak rozmawiamy o nudnych, codziennych rzeczach, nie może się obejść bez śmiechu. Adrian bardzo często zmienia samochody, a jak już jest w posiadaniu nowego nabytku to mówi o nim przez kolejny miesiąc. No cóż, taka słabostka.

– To co idziemy się ochłodzić do wody? – Pytam Aleksandrę.

– Czekaj, czekaj… Patrz kto tam idzie.

Rozglądam się w około i w końcu w oddali dostrzegam wysokiego, bardzo dobrze zbudowanego, przystojnego bruneta, z łobuzerskimi rysami twarzy.

– O kurwa, to Maciek. Weź mnie schowaj jakoś! – Mówię zakłopotana do mojej przyjaciółki.

– No na pewno. Przywitaj się ładnie Lidziu, czyżbyś sobie coś przypomniała? – Odpowiada roześmiana Ola.

– Wiesz, czasem cię po prostu nienawidzę. Cieszy mnie to, że doskonale pamiętasz szczegóły moich imprez, nawet wtedy kiedy wolałabym o nich zapomnieć! – Odpowiadam lekko zdezorientowana i zła na Aleksandrę.

– Nie masz się czego wstydzić, dawne czasy, ale zawsze możesz to powtórzyć, przecież wiem, że jeszcze żaden chłopak nie podobał ci się tak jak Maciek.

– Zamknij się już, jeden twój głupi, znaczący uśmieszek i cię po prostu zabije. – Odpowiadam lekko poirytowana z uśmiechem na twarzy.

– Cześć Lidziu! – Maciek wita się ze mną buziakiem w policzek.

– No hej, co tam słychać? – Odpowiadam zawstydzona, próbując przestać odtwarzać sobie w głowie przebłyski ostatniej imprezy.

– Wszystko w jak najlepszym porządeczku. Dawno się nie widzieliśmy. Co u ciebie?

Ta…od czasu ogniska, na którym wypiłam jedno piwo za dużo, przez co teraz musimy prowadzić ten typowy, schematyczny dialog. – Mówię do siebie w myślach. – Mam wakacje, więc przyjechałyśmy tu z dziewczynami skorzystać z tego uciążliwego słońca. – Odpowiadam już bardziej rozluźniona, a kątem oka spostrzegam Olę, która oczywiście znacząco uśmiecha się do Maćka.

– Wpadnij dziś koniecznie do Adriana na grilla!- Ola w końcu wybuchła, a ja posyłam jej zdegustowane spojrzenie.

– Jasne, jakbym mógł przegapić imprezę w waszym towarzystwie, prawda Lee? – Posyła mi znaczące, rozbawione spojrzenie, które staram się zignorować. – Nie macie nic przeciwko temu, żebym się przysiadł do was z kocykiem? – Mówi Maciek z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy, właśnie tym który tak bardzo mi się podoba.

– Pewnie, siadaj koło Lee! – Odpiera dumnie Aleksandra.

– To ja pójdę do Gosi, zobaczę czy… – Nie zdążyłam skończyć zdania, kiedy Maciek wziął mnie na ręce i chichocząc zaczął podążać w stronę basenu.

– Przyda ci się trochę orzeźwienia maleńka! Zaraz przestaniesz narzekać na słońce! – Mówi do mnie zadowolony, a ja krzyczę i macham nogami we wszystkie strony, obawiając się tego co zaraz ma nastąpić.

– Puść, puść, puść mnie, proszę! Ja sama wejdę do wody! Mam przy sobie telefon! – Próbuję jakoś oszukać Maćka. 12787286_1681992652076053_16765296_o

– Ciekawe gdzie masz ten telefon, nie oszukuj Lidziu i tak cię wrzucę do basenu!

Tak też się stało. Czuję nieprzyjemnie zimną wodę, wynurzam się i już po chwili moje zmęczone słońcem ciało zaczyna mi dziękować.

– Pożałujesz tego maleńki! – Rzucam w stronę Maćka.

– Czekam z niecierpliwością! – Odpowiada łobuzersko.

Podpływam do Gosi, która zdaje się spać na stojąco w wodzie, opierając się o ścianę basenu i chlapię ją wodą.

– Zgłupiałaś?! – Reaguje G.

– No co, ja zostałam brutalnie wrzucona do wody, więc nie narzekaj! – Uśmiecham się do niej.

– Widziałam. Czy to ten chłopak, o którym zawsze mówiłaś, jak bezdomny o powiększonym zestawie z McDonalds’a? – pyta ironicznie Gosia.

– Tak, tak, to właśnie ten, podoba ci się?

– Szczerze mówiąc to w ogóle. – Odpowiada.

Moja przyjaźń z Gosią ma wiele zalet, a jedną z nich jest to, że mamy zupełnie inny gust, co przynosi w wielu sytuacjach same korzyści.

– Tak myślałam. Dzwonił Adrian i mówił, że…- Przerywam na chwilę, bo mój wzrok skupia się teraz na Maćku, który podciąga się swoimi wyrzeźbionymi ramionami, na ścianie basenu i sprawnie wyskakuje z wody, przeczesując swoje mokre, krótkie, czarne włosy.

-Leeeeee! – Gosia macha mi ręką przed oczami.

– Adrian zapraszał nas na…- Teraz mam idealny widok na wspaniałe ciało Maćka, z którego ocieka woda.

– Wysłowisz się w końcu?

– No zaprasza nas na… – Maciek posyła mi łobuzerski uśmieszek. – No tego, na grilla nas zaprasza. – W końcu udaje mi się wysłowić.

– Gratuluję ci umiejętności poprawnego i płynnego składania zdań. – Mówi Gosia z sarkazmem.

– Oj sorry, zawiesiłam się na chwilę.

– Ta, a ja już wiem na czym. – Uśmiecha się G.

– Tak, tak, ty już nie dopisuj sobie historii.

– Nie muszę… – Mówi zadowolona. – Chodź, zbieramy się do domu, zgłodniałam. Mam ochotę na kotleta mielonego twojej babci.

***

 

– Patrz siostra, jestem posiadaczem najszerszych opon w mieście!- mówi do mnie, dumny ze swojego nowego samochodu Adrian.12809992_1681992648742720_1549569678_o

– Yhym…- Kiwam niezrozumiale głową.

– Wiesz jak zajebiście się tym lata na zakrętach???

– Yhym…

– No tak, co ty możesz wiedzieć na ten temat, skoro tobie z trudem przychodzi opanowanie jazdy na rowerze.

– Też za tobą tęskniłam. – Odpowiadam, chichocząc.

Z samochodu wysiada rozbawiony Maciek z jakimś kolegą.

– All day!- Nuci Maciek.

– Old spice! – Odpowiada nieznajomy.

– Cześć, jestem Mariusz. – Przedstawia się nowo poznany chłopak. Jest wzrostu Adriana, ma ciemne włosy i inteligentny wyraz twarzy. Moją uwagę zwracają jego specyficzne, zielono-brązowe oczy.

– Cześć, jestem Lidianna.- Odpowiadam z uśmiechem. Wydaje mi się, ze już gdzieś widziałam tego Mariusza, ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie.

Ola patrzy się na mnie jakby chciała coś powiedzieć. Zastanawiam się co mądrego tym razem chce mi przekazać.

– Często na siebie ostatnio wpadamy maleńka. – Mówi Maciek.

– Tak jakoś wyszło. – Odpowiadam entuzjastycznie.

– Dobra, jedziemy po zasoby na grilla, wsiadajcie do samochodu.

– Ja chcę po środku z dziewczynami! – Krzyczy Maciek.

Ruszamy w drogę, ja z Olą i Maćkiem siedzimy z tyłu, Adrian prowadzi a obok niego siedzi Mariusz. Mój brat rusza gwałtownie, zostawiając za sobą chmurę kurzu. Jadąc, wcale nie zwalnia na zakrętach, a ja zaczynam się obawiać o swoje życie, chociaż Adrian jest jedyną osobą, z którą nie boję się podróżować autem.

– Otworzy mi ktoś piwo? – Pytam towarzystwo, przekrzykując muzykę.

– Postradałaś zmysły? Nie ma picia w moim aucie! – Wrzasnął Adrian.

– A oddychać można? – Rzekłam, odkładając butelkę do torby.

– Dobre ma odejście. Jaki to jest w ogóle silnik? – Pyta Mariusz.

Po tym pytaniu zawieszam się, patrząc przez szybę na niebo, które przybiera odcienie różu.

– Słyszeliście nową płytę Pokoju z Widokiem na Wojnę? – Pytanie Mariusza wyrywa mnie z zamyślenia.

– Dobra jest. – Odpowiadam.

– Też mi się podoba. A słyszałaś może ten utwór Sokoła? – Pyta zmieniając w odtwarzaczu piosenkę.

– Nie słyszałam tego, ale zostaw, jak Sokół to musi być dobre. Jaki ma tytuł?

– Czekaj zaraz się wyświetli… ‘’Za dużo widzę’’. Ten utwór to moje motto powrotu z ostatnich wakacji znad morza. – Odpowiada entuzjastycznie Mariusz.

– Propsuję! – Odpieram, zaczynając coraz bardziej lubić nowo poznanego kolegę.

– Nie wiem czym wy się tak podniecacie. – Mówi Adrian zmieniając utwór. – Tede to jest dopiero mistrz. – Srebrne Be-eM wjeżdża na teren, co się przypieprzasz, jestem szpanerem. – Mój brat zaczyna śpiewać, a my wybuchamy śmiechem.

Po zrobionych zakupach, czyli całym bagażniku piwa i wódki oraz jednej paczce kiełbasy jedziemy do Adriana na imprezę. Po drodze, Mariusz cały czas ogląda się za dziewczynami, powtarzając ‘’chyba się zakochałem’’, średnio co 3 minuty, Maciek z moim bratem rozmawiają o nowym BMW, Aleksandra, zupełnie jak na nią nie przystoi, patrzy się w milczeniu w okno, a ja rozkoszuję się orzeźwiającym piwem, które udało mi się w końcu otworzyć, pomimo wielu gróźb Adriana. Wysiadamy z samochodu. Chłopaki biorą się za rozpalanie grilla, dla mnie osobiście jest to czarna magia. Witam się z kilkoma znajomymi, którzy właśnie przyszli na imprezę, w tym z Gosią i Krystianem.

Słońce już całkiem zaszło, na niebie pojawiły się gwiazdy. Noc jest przyjemnie ciepła.

Po kilku drinkach wódki z Redbullem, podchodzę do Gosi.

– Wiesz co? Wy wszyscy esteście pijani, tylko a estem trześffaa! – Oznajmiam, czując jak język mi się plącze.

– Tak Lee, widzę właśnie. – Odpowiada Gosia z uśmiechem, po czym podchodzi do Krystiana i Oli, siedzących przy stole.

Czy jestem, aż tak pijana, że nawet moja najlepsza przyjaciółka unika rozmowy ze mną?

– Mariusz, co ty robisz w tych pieczarkach? – Mówię do kolegi, który siedzi obok grilla przy stercie pieczarek, które musiały spaść komuś z talerza.

– Siedzę sobie i myślę, lubię tak. – Oznajmia.

– Czy jesteś zadowolony, ze swojego życia? – Siadam po turecku obok Mariusza, ciesząc się, że w końcu znalazłam rozmówcę, który wydaje się być w tym samym stanie upojenia alkoholowego, co ja.

– Bardzo skomplikowane pytanie, musiałbym się nad tym głębiej zastanowić. – Odpowiada. – Lidio, zostańmy przyjaciółmi.

Przyznam, że to najdziwniejsze pytanie, jakie usłyszałam od niedawno poznanego człowieka. Częściej było to coś w stylu ‘’ej, masz chłopaka?’’, ‘’ty, ślicznotko, może pójdziemy na romantyczny spacer po wódkę?’’ Chociaż znamy się tak krótko, wydaje mi się jakby był to mój dobry znajomy co najmniej od kilku lat, pewnie jest to spowodowane ilością spożytego alkoholu, ale też ciekawym sposobem dyskusji oraz ogromem tematów na jakie można z nim porozmawiać.

– Mariuszu, od tej pory, oficjalnie zostaliśmy przyjaciółmi. – Uśmiecham się entuzjastycznie do kolegi.

– Lidziu, przejdziesz się ze mną na spacer? – Pyta Maciek, obejmując mnie w pasie.

– A propos wspomnianych wcześniej pytań… – Myślę, chichocząc pod nosem.

– Jasne, że tak. Spacer dobrze mi zrobi. – Odpowiadam i po chwili znikam z Maćkiem w ciemnej alejce drzew.

***

 

– Gośka!!!! Kocham cię!!!! – Słyszę, jak ktoś krzyczy wniebogłosy.

– Gośka!!! No kocham cię!!!! – Rozpoznaję skacowany głos Adriana.

– Pół tonu ciszeeeeej. – Proszę kuzyna, wstając nieprzytomnie z łóżka.

– Ale Gosia nie chce do mnie przyjść. – Śmieje się Adrian.

-Nie dziwię się jej, a kto by chciał. – Odpowiadam wesoło, rozpalając papierosa.

Siedzimy na ławce przed domem mojego brata z Olą i Maćkiem. Jest dwunasta po południu. Słońce wciąż nie daje za wygraną.

– Adrian, błagam, pojedźmy nad jezioro! Ja już nie wytrzymam! – Mówię.

-Jaka ty jesteś męcząca na kacu, zaraz pojedziemy. – Oznajmia. –Muszę się przebrać, wczoraj pisałem sms-a, idąc ciemną ścieżką, i oczywiście wpadłem w rów. Całe spodnie są umazane błotem.

– Nic nowego nam nie powiedziałeś Adek. – Mówię, wybuchając śmiechem.

– No co za frajer! Straszy mnie idiota! Adrian, podwieź mnie szybko na stację! – Krzyknął niespodziewanie Maciek.

– Co się stało?- Pytamy jednogłośnie.

– Taki kretyn do mnie dzwonił, powiedział, że się doigrałem i czeka na mnie z kolegami. – Odpowiada Maciek.

– A co mu zrobiłeś? – Pytam zaskoczona.

– Jakbym miał się teraz zastanawiać, co ja komu zrobiłem, to by się trochę zeszło. – Odpowiada z uśmiechem. – Dzwonię do Mariusza i reszty chłopaków, dostanie na własne życzenie. – Oznajmia z łobuzerskim uśmieszkiem.

Po chwili pojawia się Mariusz, ledwo zatrzymał rower.

– Ej sorry chłopaki, spałem, ale już jestem. Co się dzieje, kogo bijemy? – Pyta zdyszany.

Wszyscy wybuchają śmiechem.

Ciekawe o co poszło. Pewnie o kolor szalika. – śmieję się w myślach. – To zajedźmy najpierw po jakiś popcorn i piwko, przynajmniej pokibicuję. – Oznajmiam entuzjastycznie , biorąc łyka Calsberga.